..
Moje góry

6 | 7971
 
 
2010-01-22
Odsłon: 1316
 

Zimą w Tatry


19.I.2010r. W końcu udało się. Planowany wypad w góry w końcu dochodzi do skutku. Od kilku dni przeglądamy ze znajomą mapę, żeby wybrać trasę. Ostatecznie po kilku propozycjach dochodzimy do wniosku, że trasa będzie z Kuźnic przez schronisko na Kondratowej. Tam nocleg a na następny dzień: Giewont, Kopa Kondracka, Kasprowy, Murowaniec. Tam nocleg a w trzeci dzień próba dojścia do doliny 5 stawów.
Z Krakowa wyruszamy z pewnych ważnych powodów dość późno, bo dopiero po 14. Ale nie mamy dużo do przejścia, więc godzina wystarczająco. Pogoda niezbyt sprzyjająca, ale cały czas liczę, że się poprawi. Po 2 godzinach w autobusie dojeżdżamy do Zakopanego. Tam małe uzupełnienie zapasów jedzenia i ruszamy w kierunku Kuźnic. Jest chłodny wieczór. W kierunku Kuźnic mały ruch. Po ok. półgodzinnym spacerze dochodzimy do naszego punktu wypadowego. Jest już dość ciemno, więc zakładamy czołówki i wyruszamy na szlak. Jest dość ślisko. Trzeba momentami naprawdę bardzo uważać, żeby nie potłuc sobie pewnej tylnej części ciała. W ciemnościach okazuje się, że troszku źle skręciliśmy i dochodzimy do hotelu na polanie Kalatówki. Ale nic straconego. Niebawem dochodzimy powrotem do naszego szlaku. Z pogodą… nic się nie zmienia. Dalej mglisto i dość wilgotno.
Po krótkim czasie w ciemnościach zaczynają się wyłaniać światła schroniska na Kondratowej. Robimy jeszcze kilka fotek i wchodzimy do środka. Okazuje się, że razem z nami jeszcze w schronisku mają być 3 osoby. Na razie jest pusto, więc korzystając z okazji zajmujemy miejsce do spania i idziemy pod prysznic. Póki jeszcze wolny. Idę pierwszy. Znajoma bierze się za rozpakowywanie. Potem zmiana… a ja idę rozejrzeć się za jakimś jedzeniem. Okazuje się, że z całego dnia został jedynie bigos. Po napełnieniu żołądków nadszedł miły czas na rozmowy… wspomnienia. Rozglądając się po obiekcie zauważam małe zmiany w stosunku do zeszłorocznego naszego pobytu w tym miejscu. Na ścianach pojawiły się ładne i ciekawe teksty. Min: „Do gór trzeba dorastać, a nie obniżać ich do siebie”. Warto je zapamiętać… W końcu dochodzi do nasi reszta osób, która ma spać w schronisku. Okazują się młodymi ludźmi z nad morza. Dołączają do nas. Tak powoli i sympatycznie mija wieczór. I nadchodzi ten czas, kiedy pora też iść spać. Na następny dzień dość ambitny czas pobudki i czas wyjścia. Umawiamy się na pobudkę po 4 a wyjście ok. 5. Nad ranem troszku to się przesunęło w czasie. Ostatecznie wstajemy trochę później a wychodzimy ok. 6.
Poranek trochę mglisty, ale mam nadzieję, ze z czasem i w miarę wychodzenia trochę się to wszystko poprawi. Ubieramy czołówki i wyruszamy przed siebie. Szlak spokojnie pnie się do góry. Okazuje się ładnie przetarty, więc nie mamy żadnych problemów z podchodzeniem. Cały czas po drodze zatrzymują nas ciekawe miejsca aż proszące się żeby zrobić zdjęcia. Zaczyna się ładnie poprawiać widoczność. W odległości zaczynamy widzieć światełka z Kasprowego. Coraz bardziej zaczynam wierzyć, że ze szczytów zobaczę piękne widoki. I tak się staje. Dochodząc do przełęczy Kondrackiej coraz ładniej ukazują się nam okoliczne szczyty. Co prawda Giewontu nie widać, niestety jest jeszcze w chmurach, ale wmawiam sobie, że jest jeszcze wcześnie. Będzie dobrze. Robię kilka zdjęć mojej współtowarzyszce i idziemy dalej. W stronę Giewontu. Przed ostatecznym podejściem ubieramy na buty raki. Śnieg robi się trochę zmrożony i zaczyna się też robić dość ślisko. Nie dość tego to jeszcze wieje Dość silny i bardzo zimny wiatr. Robi się troszku nieprzyjemnie. Ale idziemy do przodu. Szczyt osiągamy ok. 8:30. Widoków brak. Wszystko dookoła spowijają chmury. Mały odpoczynek i schodzimy w dół. Schodzimy powrotem do przełęczy Kondrackiej. Tam następuje mała narada. Co dalej? Wracamy, czy idziemy dalej. Po chwili decyzja podjęta. Idziemy dalej… Chcę jeszcze zrobić kilka zdjęć okolicy, bo zaczyna się robić naprawdę ślicznie. Niestety… Robię kilka fotek stojącej naprzeciwko Wielkiej Turni i… aparat odmawia posłuszeństwa. Niby baterie dobre, ale coś nie tak. Nie chce robionych zdjęć zapisywać na karcie. Jeszcze próbuję coś z tym zrobić… w końcu daję za wygraną. Resztę wycieczki udokumentować ma już znajoma na swoim aparacie. Zaczynam się trochę złościć patrząc w stronę doliny małej łąki. Jedyne, co tam widać to po prawej powoli wyłaniający się Giewont i trochę na lewo Wielką turnię a pomiędzy pusto. Wszystko poniżej tonie w chmurach. Nie umiem tego opisać… dla mnie wyglądało to po prostu bajecznie. A mnie złość brała, ze nie mogę tego uwiecznić. Ale trudno się mówi. Jeszcze mały łyk herbaty i trzeba ruszać dalej. Następny etap dnia to Kopa Kondracka. W miarę upływu dnia widoki robią się coraz ładniejsze. W oddali widać min Kasprowy, czy też Suche Czuby. Momentami przyjemny spacer utrudnia zimny wiatr, który od czasu do czasu przypomina o sobie.
Po 11 Kopa zostaje zdobyta. Trochę to czasu zajęło, ale po drodze troszku miejscami ciężko się szło. Zwłaszcza ze względu na wiatr i śnieg, miejscami trochę zawiany. Na szczycie zapatrujemy się w piękne widoki na okoliczne szczyty. Min Czerwone wierchy i widoki na słowackie szczyty Tatr. Na szczycie spotykamy piękny zimowy widok, znak oznaczający szczyt i kierunki szlaków, znak w zamarzniętym śniegu.
Znowu trochę zdjęć i kierujemy swoje kroki w stronę Kasprowego Wierchu. Jeden z naszych ostatnich przystanków dnia. I tutaj również szlak przetarty, choć miejscami trochę mocniej zawiany niż do tej pory. Przystanek robimy sobie troszkę niżej. Na przełęczy pod kopą Kondracką. Zapatrujemy się będący w oddali Giewont, przez który co jakiś czas przelatują chmury. Powoli robi się trochę trudniej. Cały czas idziemy wzdłuż Suchych czub. Miejscami widzę, że natrafiamy na trochę mało bezpieczne tereny lawinowe. Nie chcąc niepokoić współtowarzyszkę idę dalej zwracając jedynie uwagę żeby iść ostrożnie, bo ślisko. W jednym miejscu na swojej drodze spotykamy stado kozic górskich. Zdają się w ogóle nie zwracać uwagi na naszą obecność. Jedynie, co jakiś czas, któraś podnosi wzrok sprawdzając, co robimy. I to kolejne miejsce gdzie bardzo żałowałem swojego aparatu. Do tej pory jeszcze nie miałem okazji być aż tak blisko tych górskich stworzeń. Koleżanka robi zdjęcia a ja przyglądam się im. W końcu pasuje ruszyć dalej, przecież jeszcze kawałek drogi przed nami. Kiedy mijamy Przedni Goryczkowy Wierch naszym oczom powoli ukazuje się Kasprowy. Niby gdzieś blisko ale mimo wszystko w miarę upływu minut cały czas zdaje się, że wcale nie przybliżamy się do niego. Chyba powoli zmęczenie daje nam w kość. Poza tym trochę zaczyna burczeć w brzuchu. W końcu dochodzimy do stacji kolejki linowej a następnie do obserwatorium na Kasprowym. Znajoma jeszcze dokumentuje zdjęciami zdobycie szczytu i udajemy się na mały zasłużony odpoczynek. Czyli podążamy w stronę kuchni. Tam przykra wiadomość. Z jedzenia, jakie zostało im to jedynie kilka dań. Mały wybór. Ale dla głodnego każde danie smakuje.
W trakcie odpoczynku wymieniamy wrażenia z przebytej trasy i rozważamy, co dalej. Dochodzimy do wniosku, że rezygnujemy z 3 dnia i dziś wracamy do domu. Z Kasprowego wybieramy zejście w stronę Murowańca. Powoli zaczyna się robić szarówka. W końcu schodzenie zaczynamy w okolicach 16. Zaczynamy schodzić wzdłuż nartostrady. Niecałe pół godziny później jesteśmy przy Murowańcu. Tam podbijamy swoje książeczki GOT i chwilę wpatrujemy się w widoki na szarzejące już w ciemnościach szczyty Kościelca czy też Granaty i Kozi Wierch. Powoli oddalając się od schroniska żegnamy się z widokami. Robi się już dość szaro. Zakładamy więc czołówki i pędzimy w dół. Miejscami znowu zaczyna robić się ślisko. Szczególnie, kiedy wchodzimy w dolną już część zalesioną. Koniec naszej wędrówki kończymy o 18. Wsiadamy do czekającego właśnie na odjazd busa. O 18:30 siedzimy już w autobusie do Krakowa. Powoli zaczynam czuć nogi i trasę, którą przeszedłem. Siedzę w autobusie zmęczony, niewyspany – ale bardzo szczęśliwy. A w mojej głowie zaczynają się myśli o kolejnym jakimś wypadzie w góry. Jeszcze nie wiem gdzie, ale mam nadzieję, że niebawem znowu coś się przytrafi

A tu kilka zdjęć z wyprawy. Zdjęcia zrobione przez moją współtoważyszkę podróży

hippie.web-album.org/album/5612,tatry-zachodnie
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd